niedziela, 19 lutego 2012

Anonimy.

Od jakiegoś czasu mało życia na moim blogu, za co serdecznie przepraszam was Drogie Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy. Piszę teraz b. dużo zawodowo, toteż gdy wracam do domu, mam albo syndrom odstawienia i nie potrafię skupić się przed komputerem, albo zasiadam do kolejnych wątków w moich rozdziałach i na bloga nie ma już czasu. Ale, że dziś niedziela, a w głowie ciekawa obserwacja, pragnę podzielić się nią z szerszym gronem odbiorców. Sprawa dotyczy kwestii anonimowości i patologii z nią związanych. Zagadnienia dosyć dziwnego, niejednoznacznego.

Anonimowość sama w sobie jest rzeczą pozytywną, pozwala na zachowanie swojej indywidualności, tworzy przestrzeń mentalną, jakiś komfort psychiczny pozwalający na wyartykułowanie zła. Jednak, co mnie zadziwia i nad czym nie potrafię przejść obojętnie, to zjawisko anonimowych, obelżywych komentarzy, od jakich puchnie Internet, anonimowych donosów do urzędów kontroli, dotyczących domniemanych nadużyć, anonimowych personalnych ataków, które po niewczasie stają się zwykłym, ohydnym pomówieniem.
Uważam, że na anonimowo postawione zarzuty nie powinno się odpowiadać, brać ich pod uwagę, kierować na drogę jakiś postępowań. To się tyczy przede wszystkim urzędów kontroli, ale także przestrzeni internetu. Jeżeli ktoś nie ma cywilnej odwagi, żeby wziąć odpowiedzialność za swoje słowa, podpisać się pod opisaną sytuacją, zarzutami, wykrytym nadużyciem, kontrowersyjną opinią, to znaczy, że jego intencje są złe, a ich źródłem są niskie pobudki, ze światłem prawdy raczej nie mające nic wspólnego.

Niestety polskie prawo jest kuriozalne. W momencie, gdy chciałabym zgłosić jakiś rodzaj nadużycia, wykazać się postawą obywatelską, z podaniem swoich danych personalnych, nie ma możliwości, że nie zostaną one wyjawione sprawcy nadużycia, że postępowanie będzie się toczyć w gwarancji mojego bezpieczeństwa, oraz że w razie nieprawdziwości moich skarg, poniosę za nie odpowiedzialność. Sytuacja idealna: wyjawiam nadużycie i swoje dane urzędnikowi, a on w postępowaniu nie wyjawia ich osobie, której praktyki mnie martwią, a w razie gdy moje zarzuty okażą się bezpodstawne, to mam świadomość, że poniosę przynajmniej koszty administracyjne. Mam wrażenie, że wtedy bardziej ważylibyśmy słowa.

Tymczasem do urzędów w dużej mierze wpływają skargi anonimowe, z których grubą część stanowią zwykłe pomówienia. Dzieje się tak z wyżej opisanych przeze mnie powodów, a także dlatego, że anonimowość jest furtką do bezkarnego, bezpodstawnego wyżycia się na drugim człowieku: "a bo odniósł sukces, a bo ma nowy samochód, a bo razi mnie jego powierzchowność, brak kultury etc. - zgłoszę do urzędu, nabluzgam w internecie, niech trochę  negatywnych emocji, ostudzi jego próżność" - tak intuicyjnie postrzegam twórców anonimów.

Rozmawiałyśmy kiedyś z koleżanką o podobnej kwestii, dotyczącej konsultacji społecznych na temat różnych ustaw. I doszłyśmy do wniosku, który w ogólności dotyczy wyrażania swoich opinii: jeżeli nie mam odwagi podpisać swoich negatywnych uwag, komentarzy, wiedzy o złych praktykach drugiej osoby, nie piszę i nie wysyłam, nie wrzucam do internetu, bo tworzę jedynie przestrzeń domysłów, a nie przestrzeń dialogu. Natomiast w kwestii urzędów kontroli, polskiego prawa jestem bezradna. W krajach UE są instytucje, urzędy kontroli, w których anonimów nie bierze się pod uwagę. Mam nadzieję, że dojrzeje do tego nie tylko prawo polskie, ale nasza mentalność.

3 komentarze:

  1. Maju, czekam na relację z Mazur i miło mi, że na coś się przydaje mój malutki blog :)
    Też jestem ostatnio zapracowany, trochę zmęczony, czyżby to jakieś przesilenie, może wiosna się zbliża?
    Anonimowość to chyba taka polska domena. Ludzie są zawistni, lubią obrażać tych, którzy wybijają się ponad przeciętność i "uprzejmie donosić". Ciekawe, czy kiedyś to się zmieni. Oby.
    Pozdrawiam gorąco.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zbyszku, spędziłam na Mazurach tak piękny, pełen wrażeń czas, że musi się uleżeć, przetrawić, żeby wyłoniły się tematy na pióro. Niestety nie miałam ze sobą aparatu. Zapomniałam zabrać, a gdy się zreflektowałam byłam za daleko, żeby zawrócić z drogi. A może to i lepiej? - zważywszy na moje kwalifikacje w dziedzinie posługiwania się aparatem, a raczej ich brak ;). Przeżyłam min. chodzenie po zamarzniętych jeziorach, czego nie zaznałam dotychczas i, co bardzo mnie się podobało. I wiele ciekawych obserwacji, historii usłyszałam.

    Powyższy post to wykwit czegoś, co wałkuję w głowie od dawna, co mnie doprowadza do mocnej konsternacji po niemal każdorazowej lekturze tekstów komentowanych w internecie na portalach prasowych. Nie rozumiem rozpasania w opisywaniu nie podpartych logiką, swoim słowem zarzutów. Czy to się może zmienić? - pewno dużo zależy od autorefleksji. Był taki film "The doubts", którego osią przewodnią jest temat pomówienia, plotki. Gdy człowiek zda sobie sprawę, że jego słowo wywołać może lawinę, która pogrąży życia drugiego, może wtedy się żachnie. Tylko, że wtedy najczęściej jest za późno. Ale wszak na błędach się uczymy... Jest taż piosenka, którą bardzo lubię, a którą usłyszałam dzięki pewnej, ważnej w moim życiu Magdzie. Wykonuje ją Gutek i nazywa się "To samo". Tam problem nieco inny, ale istota posobna.
    Oto link
    http://www.youtube.com/watch?v=JNtyyk52Q2s

    OdpowiedzUsuń
  3. To czekam na opis wyjazdu, na pewno będzie to wspaniała relacja.
    Dziękuję za link, pochłaniam się w oglądaniu :)

    OdpowiedzUsuń