Nie wiem dlaczego tak
jest, ale Warszawa kojarzy mnie się z miastem ludzi samotnych. Mimo że znam
całkiem sporo osób, pędzących szczęśliwe życie miłosne i towarzyskie w Stolycy.
Samotność to pierwsze, co przychodzi mnie na myśl, gdy
obserwuję ludzi czekających na metro, pędzących tramwajami, siedzących w
biurowcach i samochodach, sieciowych restauracjach i cofce shop’ach. Samotność
i szukanie siebie.
Spotkać Ciebie przypadkiem,
gdy każde z nas w drodze,
między jedną sprawą,
a drugą sytuacją, osobą.
Ciebie, którego mam w głowie,
ale nie na co dzień.
Nieść siatkę z zakupami, jakąś książkę, torbę.
Zwyczajnie wpaść na siebie
W obcym mieście, w tłumie
Przystanąć, skręcić w prawo,
Obojętnie przejść obok.
A przecież wobec
takiego przecięcia,
takiego spotkania,
Gdy kicz jest przychylny,
tworzy filozofię.
Można oczekiwać
Że przecież się zdarzy,
coś więcej, niż tylko
konsternacja, milczenie.
Więc odwrócę głowę.
Na wszelki przepadek
Moich postradanych dawno
Dobrych wrażeń,
marzeń, rojeń
wyobraźni.
Gdy w metrze ktoś
zdawał się być
podobnym do Ciebie.
Wawa, 16.02.2012.
Nieoczekiwanie ten naprędce pisany wyrób wierszopodobny, pokrył
się w lekkim stopniu tematycznie z opowiadaniem Moniki Powalisz pt. „Przekątna”.
To i inne opowiadania o współczesnej Warszawie i Warszawiakach – problemach,
pamięci, wyobraźni, miejscach, można znaleźć w książce pt. „Mówi Warszawa”.
Książkę bardzo polecam – to mozaika Warszawskości. Patchwork, w który można się wgłębić i
podziwiać jak z tak wielu różnych elementów, tworzy się spójna materia i jej
narracja o sobie.
"Mówi Warszawa",
Warszawa 2011,
Coś jest w tej warszawskiej samotności. Chociaż może to wrażenie z minionych czasów, kiedy ludzie pędzili do Stolicy w poszukiwaniu pracy, szczęścia, zostawiali swoich bliskich. Tak pędzili pewnie do każdego miasta wojewódzkiego. Dziś żyjąc w globalnej wiosce jesteśmy samotni wewnętrznie, puści duchowo, szkoda że nastały takie czasy. Do książki zajrzę, pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńWiesz Zbyszku, lubię Warszawę. Coraz bardziej podoba mnie się jej architektura i wzornictwo. Odkrywam w niej też miejsca zupełnie zjawiskowe, niepowtarzalne, z bogatym kontekstem. Jednak ilekroć jestem w Warszawie, nie mogę oprzeć się wrażeniu jakiejś tymczasowości w powietrzu. Niepewności i samotności u napotkanych przechodniów, nadrabianych miną i ekspresją. Ich bycia nie-u siebie. I jakąś prowincjonalność wyczuwam, choć wiem, że to może wydać się śmieszne, ale nie mogę oprzeć się temu wrażeniu. A może Warszawa z prowincjonalności jest utkana? I może stąd te wszystkie nieswoiste uczucia. Skumulowane w wielkim mieście fluidy, które wbrew własnej woli, opinii i oczekiwaniom za każdym razem odbieram.
OdpowiedzUsuńDobry wieczór Maju :)
OdpowiedzUsuńNajpierw chciałam tylko przywitać się po przerwie... ale ten wiersz! O tym właśnie tak często myślę, o trajektoriach niemożliwych a istotnych spotkań, przecięciu dróg. Jak Maga i Oliveira w Paryżu - pamiętasz? Wyznaczali sobie tylko dzielnicę i krążyli ulicami Paryża aż przecinały się ich drogi. Czasem nie. Ale bardzo często jednak tak - choć to wbrew logice i matematycznym obliczeniom, zasadom prawdopodobieństwa.
A może są jeszcze inne wiersze w szufladzie?
Dobrej nocy
Dobrej wiosny :)
Witaj Ado!!!! :))))) bardzo miła to wizyta :)))). "Grę w klasy", naturalnie pamiętam, mimo że czytałam ją w pierwszej klasie liceum. Jest we mnie ta książka głęboko, a lektury Cortazara często towarzyszyły mi w metropoliach, jak np. Londyn. Nie wiem, czemu, ale właśnie obserwacja samotności mimo szans spotkania, towarzyszy mnie w Warszawie. Wiersz jest taki prosty, niedojrzały, nieprzemyślany, licealny...ech ;). Pozdrowienia, pięknej wiosny życzę :)
OdpowiedzUsuńWydaje mi się, że ta samotność to nie tylko domena Warszawy, ale chyba każdego dużego miasta. Ludzie na wrocławskich ulicach wydają mi się tacy sami, osobni, wyalienowani, niedostępni.
OdpowiedzUsuńWierszy naprawdę bardzo ładny, według mnie właśnie bardzo dojrzały, a prostota wcale nie jest jego wadą.
Serdecznie pozdrawiam.
Manitou, naprawdę? właśnie dziś, będąc na kwerendzie w Jagiellonce rozmawiałam z koleżanką z Berlina, że Krk ma to do siebie, że właśnie tutaj znajomego można spotkać na każdym kroku, tuż za rogiem, i że wszystkie twarze jakieś swoje, znajome, ważne. Ale to może dlatego, że Wro taki monumentalny w architekturze? chociaż mnie zawsze robił wrażenie miasta jeszcze bardziej przyjaznego od mojego Krakowa. We Wrocławiu ludzie bardzo grzeczni, o Ossolineum nie wspomnę :), a w Warszawie różnie z tym miałam. A w Krk wszystko, włącznie z obsługa archiwów, czy bibliotek, znajome ;). Dziękuję za ciepłe słowa pod względem wiersza!!!! serdeczne pozdrowienia!!!
UsuńKraków chyba jest najbardziej wyjątkowy pod tym względem. We Wrocławiu jednak ciągle jest dużo anonimowości, a przez to obcości i samotności. A może to tylko moje subiektywne odczucie. Oczywiście jest kilka miejsc, gdzie atmosfera jest ciepła, przyjacielska, domowa (Ossolineum ;-)), ale poza tymi miejscami obcy wielkomiejski świat. Ale i tak kocham to miasto ;-))
UsuńPozdrawiam cieplutko :-)
Manitou, ale wiesz we Wrocławiu jest ten wiew znad granicy, taka trans-kulturowość. W Krk, ludzie też bywają anonimowi, ale bardziej bywają, niż są. Żyję wrażeniem, że skądś znam tych wszystkich przechodniów i współpasażerów... ;)
Usuń